Czytanie wydaje się jedną z najbardziej oczywistych form spędzania wolnego czasu. Tymczasem według najnowszych danych Biblioteki Narodowej 59 proc. Polek i Polaków powyżej 15. roku życia nie przeczytało w 2025 roku ani jednej książki. Dla części osób nie oznacza to, że nigdy nie lubiły czytać – książki mogły po prostu stopniowo zniknąć z codzienności, wypierane przez pracę, obowiązki i inne formy odpoczynku. Jak wrócić do nich po kilkuletniej przerwie, nie zamieniając czytania w kolejne zadanie do wykonania?
Według Biblioteki Narodowej w 2025 roku przynajmniej jedną książkę przeczytało 41 proc. badanych. Jeszcze mniejsza jest grupa osób czytających względnie systematycznie: siedem lub więcej książek w ciągu roku przeczytało zaledwie 7 proc. badanych. Regularny kontakt z książką pozostaje więc udziałem stosunkowo niewielkiej części społeczeństwa. Co ciekawe, nieco inny obraz pojawia się, gdy pytanie dotyczy sposobu spędzania wolnego czasu. W badaniu CBOS z 2026 roku 27 proc. ankietowanych odpowiedziało, że w wolnych chwilach czyta książki. Była to najczęściej wskazywana aktywność – przed oglądaniem telewizji i uprawianiem sportu, które wymieniło po 18 proc. badanych. Nie ma tu jednak sprzeczności. Biblioteka Narodowa pyta o przeczytane książki w okresie dwunastu miesięcy, CBOS – o sposoby spędzania wolnego czasu. Oba badania mierzą więc coś innego. Razem pokazują jednak ciekawy rozdźwięk: książka nadal ma swoje miejsce w sposobach spędzania wolnego czasu przez Polaków, ale regularne czytanie jest znacznie mniej powszechne.
Przerwa w czytaniu nie musi oznaczać, że przestaliśmy lubić książki
Powodów, dla których książki znikają z codzienności, może być wiele. Zmiana pracy, pojawienie się dzieci, większa liczba obowiązków czy po prostu inne sposoby spędzania czasu mogą sprawić, że dawny nawyk stopniowo zanika. W pewnym momencie pojawia się jednak charakterystyczne zdanie: „kiedyś dużo czytałam” albo „chciałbym znowu zacząć czytać”. I właśnie wtedy łatwo postawić sobie poprzeczkę zbyt wysoko. Kto kiedyś pochłaniał kilka książek miesięcznie, może próbować wrócić dokładnie do tego samego rytmu. Kupuje kilka tytułów, układa listę, wybiera ambitną powieść, a po kilkudziesięciu stronach odkłada ją na stolik. Książka zaczyna wtedy przypominać kolejne zadanie do wykonania.
– Kiedy ktoś mówi mi, że chciałby wrócić do czytania, nie zaczynałabym od ustalania, ile książek powinien przeczytać w miesiącu czy w roku. Czytanie nie musi być projektem do zrealizowania. Po kilkuletniej przerwie ważniejsze jest znalezienie historii, do której rzeczywiście chce się wrócić następnego dnia. Jeżeli pierwsza książka okaże się nietrafiona, można ją odłożyć i wybrać inną. To nie jest egzamin z wytrwałości – mówi Weronika Kalisiak, autorka serii „Przeznaczenie Jedni” i założycielka wydawnictwa Romantasy World.
Nie zaczynaj od książki, którą „wypada” przeczytać
Powrót do czytania często zaczyna się od wyboru książki. I właśnie tutaj warto na chwilę zapomnieć o listach klasyków, rankingach najważniejszych powieści czy tytułach, które „wszyscy już znają”. Znacznie prostsze może być pytanie: na jaką historię mam teraz ochotę? Jeżeli oglądamy przede wszystkim kryminały, naturalnym początkiem może być thriller. Jeśli lubimy wielosezonowe seriale, być może zainteresuje nas saga albo cykl fantasy. Osoba szukająca przede wszystkim emocji i relacji między bohaterami może zacząć od romansu, powieści obyczajowej czy romantasy. Z kolei ktoś, kto nie ma ochoty na fikcję, może wybrać reportaż, biografię albo książkę dotyczącą własnego hobby. Nie ma powodu, aby pierwsza książka po kilkuletniej przerwie była szczególnie ambitna, długa albo należała do gatunku, który uchodzi za wartościowy. Jej pierwszym zadaniem jest ponownie uruchomić przyjemność z lektury. To ważne również dlatego, że samo pojęcie „czytelnika” może niepotrzebnie budować wysoki próg wejścia. Dane Biblioteki Narodowej pokazują, jak duża jest różnica między okazjonalnym a regularnym kontaktem z książką. 41 proc. badanych przeczytało w 2025 roku przynajmniej jeden tytuł, ale tylko 7 proc. – siedem lub więcej. Powrót do czytania nie musi więc od razu oznaczać wejścia do tej drugiej grupy.
Można odłożyć książkę, która nas nie wciąga
To jedna z prostszych zasad, a jednocześnie dla wielu osób zaskakująco trudna. Skoro książka została kupiona, polecona albo już zaczęta, pojawia się poczucie, że należy dotrzeć do ostatniej strony. Tymczasem po długiej przerwie uporczywe kończenie nietrafionej lektury może dać efekt odwrotny od zamierzonego. Zamiast odbudowywać nawyk, wzmacnia przekonanie, że na książki nie mamy już cierpliwości. Odłożenie jednego tytułu nie oznacza rezygnacji z czytania. Może oznaczać po prostu, że nie trafiliśmy na właściwą książkę, gatunek albo moment.
– Jako autorka oczywiście chciałabym, żeby czytelnicy nie odkładali mojej książki przed końcem. Jako czytelniczka wiem jednak, że nie każda historia jest dla każdego i nie każda trafia do nas w odpowiednim momencie. Jeśli ktoś próbuje wrócić do książek po kilku latach, nie widzę sensu w zmuszaniu się do lektury tylko dlatego, że już ją zaczął. Czasem lepiej sięgnąć po drugą, trzecią książkę i znaleźć tę, przy której przestajemy sprawdzać, ile stron zostało do końca – mówi Weronika Kalisiak.
Zamiast szukać dodatkowej godziny, znajdź moment, który już istnieje
Częstym argumentem przeciwko czytaniu jest brak czasu. Badanie CBOS pokazuje, że nie jest to problem wyłącznie związany z książkami. 37 proc. ankietowanych uważa, że ma za mało czasu wolnego. Jednocześnie jego ilość jest bardzo zróżnicowana w zależności od sytuacji życiowej. Dlatego rada „wygospodaruj godzinę dziennie na książkę” dla części osób będzie po prostu nierealistyczna. Łatwiejszym rozwiązaniem może być włączenie czytania w moment dnia, który już istnieje: kilkanaście minut przed snem, podróż komunikacją miejską, poranną kawę, czas oczekiwania na dziecko podczas zajęć czy spokojniejszą część weekendu. Nie chodzi o to, aby każdą wolną chwilę wykorzystać produktywnie. A raczej o znalezienie miejsca, w którym książka może konkurować z innymi sposobami odpoczynku na równych zasadach. Pomóc może również usunięcie bardzo prozaicznej przeszkody: książka musi być pod ręką. Egzemplarz leżący przy łóżku, czytnik w torbie czy aplikacja z e-bookiem w telefonie zmniejszają liczbę czynności potrzebnych, żeby zacząć czytać.
Nie licz książek, zanim znowu nie polubisz czytania
Cele potrafią motywować, ale w przypadku powrotu do dawnego hobby mogą też szybko zamienić przyjemność w obowiązek. Założenie „jedna książka tygodniowo” brzmi konkretnie, dopóki nie pojawi się bardziej wymagający tydzień albo powieść licząca 700 stron. Na początku lepszym miernikiem może być coś zupełnie innego: czy pojawił się moment, w którym sami chcieliśmy wrócić do historii? To zasadnicza różnica między realizowaniem planu a odbudowaniem nawyku. Jeśli po kilku dniach zaczynamy zastanawiać się, co wydarzy się dalej, bohater zostaje z nami po zamknięciu książki albo zamiast kolejnego odcinka serialu spontanicznie wybieramy kilka rozdziałów, książka ponownie staje się jedną z dostępnych form odpoczynku. Dopiero później, jeśli komuś sprawia to przyjemność, mogą pojawić się listy przeczytanych tytułów, wyzwania czytelnicze czy konkretny cel roczny.
Papier, e-book czy audiobook? Najlepszy jest format, który pasuje do codzienności
Powrót do książek nie musi również oznaczać powrotu do papierowego tomu czytanego wieczorem w fotelu. Biblioteka Narodowa wskazuje wprawdzie, że książki drukowane nadal są popularniejsze niż cyfrowe, ale czytelnicy korzystają także z e-booków i audiobooków. Format może więc być dopasowany do trybu życia. E-book pozwala mieć książkę zawsze przy sobie. Audiobook może towarzyszyć w samochodzie, podczas spaceru czy wykonywania domowych czynności. Papier dla wielu osób będzie z kolei sposobem na odłożenie ekranu. Nie trzeba wybierać jednego rozwiązania na stałe. Znacznie ważniejsze jest znalezienie takiego sposobu kontaktu z historią, który rzeczywiście mieści się w naszym dniu.
Powrót do książek nie potrzebuje wielkiego planu
Dane o czytelnictwie mogą wyglądać pesymistycznie: skoro 59 proc. społeczeństwa w ciągu roku nie przeczytało ani jednej książki, a siedem lub więcej tytułów przeczytało tylko 7 proc., regularne czytanie jest dziś praktyką mniejszości. Nie oznacza to jednak, że każdy powrót do książek musi zaczynać się od ambitnego postanowienia. Wystarczy dobrze dobrana historia, kilkanaście spokojnych minut i zgoda na to, że nie każdą książkę trzeba skończyć.
– W czytaniu najbardziej lubię moment, w którym przestaję mieć poczucie, że siedzę z książką, a zaczynam po prostu być ciekawa, co wydarzy się dalej. I chyba właśnie tego szukałabym, wracając do lektury po długiej przerwie. Nie wyniku, nie liczby przeczytanych stron, tylko historii, która sprawi, że następnego dnia sami będziemy chcieli znowu ją otworzyć – mówi Weronika Kalisiak.
Jedna przeczytana książka nie musi od razu prowadzić do kolejnych dwunastu. Może jednak przypomnieć, dlaczego kiedyś czytaliśmy. I na początek to wystarczy.




































































