Ferie zimowe to czas wzmożonego ruchu turystycznego i intensywnego korzystania ze stoków narciarskich. Obok kwestii bezpieczeństwa na drogach coraz częściej pojawia się również temat alkoholu na stoku – i to nie bez powodu. Choć społeczna tolerancja dla jazdy na nartach czy snowboardzie pod wpływem alkoholu wyraźnie spada, realne zdarzenia pokazują, że w praktyce wciąż dochodzi do niebezpiecznych sytuacji.
Jak wynika z badania Rankomat.pl, aż 76 proc. Polaków negatywnie ocenia jazdę na nartach lub snowboardzie po alkoholu. Tylko 3 proc. badanych deklaruje, że nie widzi w takim zachowaniu nic złego. Pozostali respondenci nie mają jednoznacznej opinii lub wskazują, że wszystko „zależy od sytuacji”.
Świadomość rośnie, ale praktyka nie zawsze za nią nadąża
Mimo rosnącej krytyki społecznej wobec alkoholu na stoku, ratownicy górscy i zarządcy ośrodków narciarskich co sezon informują o kosztownych i groźnych wypadkach, do których dochodzi m.in. z powodu nadmiernej prędkości, brawury i obniżonej koncentracji. Nawet niewielkie ilości alkoholu mogą pogarszać ocenę sytuacji i czas reakcji, co na zatłoczonym stoku ma bardzo poważne konsekwencje – zwłaszcza dla dzieci i początkujących narciarzy.
Rafał Kozłowski, właściciel marki BEAN, która od lat działa w obszarze bezpieczeństwa i kontroli trzeźwości, zwraca uwagę na podobieństwo mechanizmów ryzyka:
– Z perspektywy firmy, która na co dzień pracuje z tematem bezpieczeństwa, widzimy jeden wspólny mianownik – na stoku i na drodze ludzie podejmują decyzje w przekonaniu, że „panują nad sytuacją”. Alkohol wzmacnia to złudzenie. A im większa prędkość i trudniejsze warunki, tym szybciej taka pewność zamienia się w realne zagrożenie – nie tylko dla osoby jadącej, ale też dla innych użytkowników przestrzeni.
Taka perspektywa pokazuje, że problem nie dotyczy wyłącznie alkoholu jako substancji, ale sposobu podejmowania decyzji w sytuacjach, które wymagają odpowiedzialności i kontroli.
Problem nie kończy się na stoku. Alkohol „wraca” na parking i drogę
Eksperci zwracają uwagę na jeszcze jeden, często pomijany aspekt. Alkohol spożywany w ciągu dnia na stoku nie znika po kilku godzinach jazdy na nartach. Wręcz przeciwnie – wysiłek fizyczny, zimno i odwodnienie mogą sprawić, że jego wpływ na organizm będzie odczuwalny dłużej.
Rafał Kozłowski, ekspert BEAN, podkreśla:
– Po dniu spędzonym na stoku wiele osób wsiada później za kierownicę, zakładając, że są w pełni gotowi do jazdy. Tymczasem organizm wciąż może metabolizować alkohol. Dlatego coraz więcej rodzin decyduje się po prostu sprawdzić trzeźwość, zamiast zgadywać – zwłaszcza że dziś certyfikowany alkomat do użytku domowego to wydatek rzędu około 300 zł, czyli niewielki koszt w porównaniu z ryzykiem utraty prawa jazdy czy bezpieczeństwa bliskich.
To szczególnie istotne w kontekście ferii zimowych, kiedy wiele rodzin porusza się samochodem między pensjonatem, stokiem i restauracjami – często kilka razy dziennie. W takich warunkach obiektywny pomiar staje się elementem rozsądnego planowania dnia, a nie przesadną ostrożnością.
Społeczna zmiana jest faktem, ale potrzeba konsekwencji
Dane pokazują wyraźnie: społeczna zgoda na alkohol – zarówno za kierownicą, jak i w sytuacjach wymagających kontroli i refleksu – systematycznie się kurczy. Coraz więcej Polaków rozumie dziś, że alkohol i aktywności związane z prędkością czy odpowiedzialnością nie idą ze sobą w parze. Dotyczy to nie tylko prowadzenia samochodu, ale także jazdy na stoku.
Jednocześnie statystyki drogowe pokazują, że choć kierunek zmian jest pozytywny, problem wciąż istnieje. Jak wynika z danych Instytutu Transportu Drogowego oraz Biura Ruchu Drogowego Komendy Głównej Policji, w 2024 roku ujawniono 92 324 nietrzeźwych kierujących, co oznacza średnio 252 osoby dziennie. To mniej niż w latach poprzednich – o 3,5 proc. mniej niż w 2023 roku (95 639 przypadków) i wyraźnie mniej niż w 2022 roku, kiedy takich przypadków było 104 467. Można więc mówić o wyraźnym trendzie spadkowym.
Eksperci podkreślają jednak, że spadek ten nie jest efektem „samoregulacji”, lecz konsekwentnej prewencji. W 2024 roku przeprowadzono ponad 16 milionów badań trzeźwości – o ponad 2,2 mln więcej niż rok wcześniej. To właśnie większa liczba kontroli i działań prewencyjnych realnie zmniejsza skalę problemu.
Ten wniosek ma znaczenie także w kontekście ferii zimowych i bezpieczeństwa na stokach. Świadomość społeczna rośnie, ale sama wiedza nie zawsze przekłada się na zachowanie. Wciąż dochodzi do wypadków – zarówno drogowych, jak i na stokach – które generują wysokie koszty zdrowotne, finansowe i organizacyjne, obciążając poszkodowanych oraz cały system ratowniczy.
Jak przypomina BEAN w swojej kampanii edukacyjnej, prawdziwa wolność to świadomy wybór. To rezygnacja z alkoholu tam, gdzie w grę wchodzi prędkość, odpowiedzialność i bezpieczeństwo innych – niezależnie od tego, czy mówimy o samochodzie, czy o nartach.
Bo najlepsze ferie to nie te najbardziej intensywne, lecz te, z których wszyscy wracają cali i zdrowi – ze stoku i z drogi.























































