AI już odrabia lekcje z uczniami. Szkoły wciąż nie mają zasad, jak z niej korzystać

Commplace
Informacja prasowa

Zainteresowanie wykorzystaniem sztucznej inteligencji w edukacji rośnie w Polsce w bezprecedensowym tempie. Uczniowie i studenci nie pytają już, czym jest AI – pytają, jak wykorzystać ją do nauki. Problem w tym, że wiele szkół nadal nie określiło, kiedy korzystanie z takich narzędzi jest pomocą, a kiedy narusza zasady uczciwości. Eksperci ostrzegają, że wraz z początkiem roku szkolnego brak jasnych regulacji może stać się źródłem konfliktów między uczniami, nauczycielami i rodzicami.

Według danych Google zainteresowanie wykorzystaniem AI na uczelniach wzrosło w Polsce o 1190 punktów procentowych rok do roku, a liczba wyszukiwań związanych z hasłem „AI i umiejętności” zwiększyła się o 320 punktów procentowych. Już wcześniej Google odnotował również dwukrotny wzrost zainteresowania tematyką AI w szkołach. To nie jest chwilowy trend. To trwała zmiana sposobu uczenia się. Potwierdzają to również badania CBOS. Z narzędzi opartych na sztucznej inteligencji korzysta już 81% osób w wieku 18–24 lata, a 40% uczniów i studentów wykorzystuje AI do nauki codziennie lub prawie codziennie.

Dzieci korzystają z AI szybciej, niż szkoły tworzą zasady

Rosnąca popularność AI nie dotyczy wyłącznie starszych uczniów. UNICEF alarmuje, że na świecie około 13 milionów dzieci wykorzystuje sztuczną inteligencję do nauki i odrabiania lekcji, a ponad 2 miliony szuka w niej odpowiedzi na osobiste problemy i trudne sytuacje życiowe. Organizacja zwraca uwagę, że rozwój technologii wyprzedza przepisy oraz szkolne regulaminy, a dzieci należą do grupy najbardziej narażonej na ryzyka związane z AI – od dezinformacji, przez naruszenie prywatności, po kontakt z nieodpowiednimi treściami.

Jednocześnie eksperci podkreślają, że rozwiązaniem nie jest zakazywanie korzystania z nowych narzędzi.

– Uczeń nie potrzebuje prostego komunikatu: „AI wolno” albo „AI nie wolno”. Potrzebuje wiedzieć, kiedy technologia pomaga mu zrozumieć materiał, a kiedy wykonuje zadanie zamiast niego. Bez takich zasad każda szkoła, a często nawet każdy nauczyciel, tworzy własne reguły. To rodzi chaos i poczucie niesprawiedliwości – mówi Sebastian Kopiej, prezes COMMPLACE.

Rodzice coraz częściej zadają jedno pytanie: gdzie przebiega granica?

Wraz z początkiem roku szkolnego wielu rodziców będzie zastanawiać się, czy korzystanie przez dziecko z ChatGPT lub innych narzędzi AI przy pracy domowej jest jeszcze pomocą w nauce, czy już oszustwem.

Zdaniem eksperta odpowiedź nie powinna sprowadzać się do prostego zakazu. Znacznie ważniejsze jest nauczenie młodych ludzi odpowiedzialnego korzystania z technologii – sprawdzania źródeł, krytycznej oceny odpowiedzi oraz umiejętności samodzielnego uzasadnienia własnych wniosków.

Najważniejszą kompetencją nie jest dziś napisanie dobrego promptu. Jest nią krytyczne myślenie: sprawdzenie źródeł, ocena wiarygodności odpowiedzi i umiejętność wyjaśnienia własnego toku rozumowania. Odpowiedź wygenerowana przez AI nie staje się wiedzą tylko dlatego, że brzmi przekonująco – podkreśla Sebastian Kopiej.

Szkoły potrzebują polityki AI, a nie kolejnych zakazów

Eksperci wskazują, że coraz więcej placówek będzie musiało w najbliższych miesiącach opracować własne zasady korzystania ze sztucznej inteligencji. Powinny one określać nie tylko sytuacje, w których AI jest niedozwolona, ale przede wszystkim wskazywać, kiedy może wspierać proces uczenia się bez naruszania zasad samodzielnej pracy.

Regulaminy powinny odpowiadać m.in. na pytania:

  • kiedy uczeń powinien poinformować o wykorzystaniu AI,
  • jakie zadania mogą być wykonywane z pomocą sztucznej inteligencji,
  • które aktywności wymagają samodzielnej pracy,
  • jak weryfikować informacje wygenerowane przez modele AI,
  • jak chronić dane osobowe uczniów podczas korzystania z takich narzędzi.

– Szkoła nie wygra wyścigu na blokowanie kolejnych narzędzi. Może natomiast nauczyć młodych ludzi odpowiedzialności za sposób korzystania z nich. To będzie jedna z najważniejszych kompetencji przyszłości – nie tylko w edukacji, ale również na rynku pracy – dodaje Sebastian Kopiej.

Kopiuj tekst Załączniki