Dlaczego włoskie domy wydają się bardziej „do życia”? Pięć zasad projektowania, które warto przenieść do polskich wnętrz

Halupczok Kuchnie i Wnętrza
Informacja prasowa

Kto choć raz jadł obiad w zwykłym włoskim domu, a nie w hotelu, zna to wrażenie. Nic tam nie jest idealne, a jednak siada się przy stole i nie chce się wstawać. Skąd to się bierze i jak ten włoski klimat przenieść nad Wisłę? 

Niedziela, wczesne popołudnie, kamienica w Bolonii. Okiennice są przymknięte, bo na zewnątrz upał, a w kuchni od rana pyrkocze ragù. Ktoś kroi chleb, ktoś inny nakrywa do stołu, przy którym zmieści się dziesięć osób, choć na co dzień jedzą przy nim trzy. Za tą pocztówkową sceną stoi bardzo praktyczne podejście do domu. Włosi rzadko pytają, co jest teraz modne. Bardziej interesuje ich, czy przy stole wygodnie się siedzi i czy w kuchni da się gotować we dwoje. To, jak wnętrze wygląda, wynika z tych decyzji, a nie z chęci zrobienia wrażenia.

1. Kuchnia jest częścią spotkania

W polskich domach stół rzadko bywa głównym bohaterem projektu – najczęściej dopasowuje się go do reszty wolnej przestrzeni. We Włoszech kolejność jest odwrotna i to od kuchni ze stołem zaczyna się planowanie. Gotowanie jest tam głównym punktem wieczoru. Gospodarz miesza w garnku, goście stoją obok z kieliszkami w rękach i podjadają oliwki, zanim jeszcze podano antipasti.

Na co dzień pracuję z kuchniami projektowanymi we Włoszech i pierwsze, co odróżnia je od polskich, to miejsce, w którym stoi gotujący. Włoscy projektanci zakładają, że osoba przy płycie ma być zwrócona twarzą do ludzi, a nie do ściany, dlatego płyta częściej trafia na wyspę albo półwysep. U nas wciąż przeważa odruch, żeby kuchnię jak najbardziej schować przed salonem. We włoskim projekcie przy blacie zawsze zostaje miejsce na dwa, trzy stołki dla kogoś, kto wpadł tylko na kawę i został do kolacji. Ta jedna decyzja zmienia sposób korzystania z całej strefy dziennej – mówi Wiktoria Halupczok, ekspertka marki Veneta Cucine.

2. Proporcje ważniejsze niż liczba szafek

W projektowaniu kuchni liczy się nie tylko estetyka, ale również odpowiednie rozplanowanie przestrzeni. Wokół stołu i wyspy warto przewidzieć wystarczająco dużo miejsca, aby można było wygodnie odsunąć krzesło i swobodnie poruszać się po wnętrzu. Wielkość i układ zabudowy powinny być dopasowane do proporcji pomieszczenia, a nie wynikać wyłącznie z dążenia do maksymalnego wykorzystania przestrzeni na przechowywanie. Spokojna, jednolita ściana frontów z odrobiną wolnej przestrzeni wokół wygląda lepiej niż kuchnia wypełniona po sufit drobnymi elementami. W polskich mieszkaniach, zwykle niższych i węższych od włoskich kamienic, ta zasada działa jeszcze lepiej, bo wnętrze optycznie się powiększa.

3. Materiały, którym wolno się zestarzeć

Posadzka z cotto, czyli wypalanej terakoty, po kilkunastu latach jest lekko wytarta przy kuchni. Na marmurowym blacie zostają ślady po cytrynie i winie, a drewniany stół zbiera rysy po każdej kolacji. Nikt we Włoszech nie uważa tego za usterkę. Patyna pokazuje, że w domu się żyje.

U nas wciąż wybiera się powierzchnie, które mają jak najdłużej wyglądać jak nowe. Są praktyczne, ale wnętrze łatwo robi się chłodne. Wystarczy w kilku miejscach postawić na materiał, który z czasem się zmienia: drewniany blat stołu, kamień, ręcznie robione płytki nad blatem. Dąb, kamień i terakota mają jeszcze tę zaletę, że nie wychodzą z mody, czego nie da się powiedzieć o każdym modnym kolorze frontów.

4. Ciepłe światło i kolory z otoczenia

Latem w południe Włosi zamykają okiennice i przez kilka godzin w domu panuje półmrok. Wieczorem zamiast jednego mocnego plafonu świecą lampy nad stołem i nad blatem. Kolory też biorą się z otoczenia: ochra elewacji, zieleń oliwek, kość słoniowa, ciepła szarość kamienia. Łatwo się w nich zakochać na wakacjach i równie łatwo rozczarować w polskim listopadzie.

Kolory z Włoch trzeba „przetłumaczyć” na nasze światło, a w kuchni widać to najszybciej, bo fronty zajmują tam całe ściany. Ciepły beż czy oliwka, które na wakacjach wyglądały pięknie, przy chłodnym, rozproszonym świetle potrafią wyglądać na przybrudzone. Dlatego przy wyborze frontów radzę sięgnąć po odcień o pół tonu jaśniejszy i postawić na matowy lakier albo fornir z wyraźnym rysunkiem. Faktura łapie światło inaczej niż gładka płyta, więc kolor nie gaśnie nawet w pochmurny dzień. W zestawieniu z blatem z ciepłego kamienia taka kuchnia zachowuje włoski charakter przez cały rok – podpowiada Wiktoria Halupczok.

5. Dom otwarty na ludzi i na zewnątrz

Spora część włoskiej codzienności toczy się poza mieszkaniem: na balkonie, w podwórzu, podczas wieczornej passeggiaty. Dom jest przygotowany na gości, a w lodówce zawsze znajdzie się coś, co można postawić na stole, kiedy ktoś wpadnie na aperitivo. W polskich warunkach może to oznaczać balkon urządzony jak dodatkowy pokój i taras z porządnym stołem. Warto też ograniczyć progi i drzwi między kuchnią, jadalnią a tarasem, bo wtedy latem dużo chętniej życie przenosi się na zewnątrz.

Trochę Italii nad Wisłą

Włoskiego słońca nie da się przewieźć w walizce. Można za to przejąć podejście, w którym dom służy najpierw do jedzenia, rozmów i spędzania czasu z bliskimi, a dopiero potem do oglądania. Resztę dopiszą domownicy, najczęściej przy niedzielnym obiedzie, który znowu trwał dłużej, niż planowano.

Kopiuj tekst Załączniki