Od domu pokazowego do domu prawdziwego. Dlaczego luksus musi działać w codzienności?

Halupczok Kuchnie i Wnętrza
Informacja prasowa

Idealnie wystylizowane wnętrze może robić wrażenie na zdjęciu, ale od własnego domu oczekujemy znacznie więcej. Według badania przeprowadzonego dla Quick-Step aż 88 proc. Polaków postrzega dom jako bezpieczną przystań. To przestrzeń, która ma nie tylko dobrze wyglądać, ale przede wszystkim odpowiadać na codzienne potrzeby, rytuały i sposób życia mieszkańców. W projektowaniu wnętrz coraz ważniejsze stają się więc komfort, funkcjonalność, atmosfera i rozwiązania dopasowane do konkretnego człowieka. Luksus przestaje być wyłącznie tym, co widać na pierwszy rzut oka – coraz częściej liczy się to, jak dom działa wtedy, kiedy po prostu w nim żyjemy.

Od perfekcji do autentyczności

Przez lata luksusowe wnętrze kojarzyło się z perfekcją. Gładkie powierzchnie, konsekwentna kolorystyka, niewiele przedmiotów, idealny porządek. Dom miał wyglądać niemal tak samo jak wizualizacja przygotowana przed jego realizacją. Codzienność szybko jednak weryfikuje takie podejście. Wnętrze nie jest statyczną kompozycją – zmienia się wraz z rytmem dnia, porami roku, sposobem spędzania czasu i potrzebami mieszkańców. Dlatego coraz ważniejsza staje się nie perfekcja, lecz autentyczność. Przedmioty przywiezione z podróży, książki, które rzeczywiście się czyta, rodzinne pamiątki czy stół będący centrum codziennych spotkań mówią o mieszkańcach więcej niż perfekcyjnie skomponowana aranżacja. Luksusowe wnętrze nie musi więc przez cały czas wyglądać jak przygotowane do sesji zdjęciowej. Powinno przede wszystkim dobrze funkcjonować wtedy, gdy toczy się w nim codzienne życie.

– Przez lata bardzo dużo uwagi poświęcaliśmy temu, jak wnętrze wygląda. Dziś równie ważne staje się pytanie, jak człowiek się w nim czuje i jak z niego korzysta. Dom może być niezwykle efektowny, ale jeśli mieszkańcy muszą stale dostosowywać swoje zachowania do projektu, trudno mówić o prawdziwym komforcie. Dla mnie współczesny luksus zaczyna się wtedy, kiedy wnętrze jest piękne, ale jednocześnie pozwala normalnie żyć. Nie trzeba go codziennie przywracać do stanu ze zdjęcia – mówi Anna Dzierżanowska, Dyrektor Kreatywny i Brand Manager marki HALUPCZOK.

Najpierw człowiek, później projekt

Zmiana podejścia do luksusu wpływa również na sam proces projektowania. Zamiast rozpoczynać rozmowę od pytania: „jaki styl wybieramy?”, warto najpierw zapytać: „jak wygląda wasz dzień?”. O której zaczynają się poranki? Czy domownicy jedzą razem? Kto gotuje? Jak często pojawiają się goście? Czy ktoś pracuje w domu? Gdzie rodzina spędza najwięcej czasu? Kiedy chce być razem, a kiedy każdy potrzebuje własnej przestrzeni? Pozornie są to drobiazgi. W praktyce właśnie z nich składa się codzienność, a odpowiedzi przekładają się na konkretne decyzje dotyczące układu wnętrza, przechowywania, oświetlenia czy wyposażenia. Dla jednej osoby centralnym miejscem domu będzie duży stół. Dla innej wyspa, przy której przygotowuje się posiłki i rozmawia. Ktoś będzie potrzebował miejsca na poranny rytuał parzenia kawy, ktoś inny dużej przestrzeni do wspólnego gotowania albo możliwości szybkiego ukrycia technicznego zaplecza kuchni, gdy pojawiają się goście. Personalizacja w segmencie premium nie powinna więc sprowadzać się do estetycznego wyróżnienia wnętrza. Jej głębszy wymiar zaczyna się od dopasowania przestrzeni do sposobu życia – codziennych przyzwyczajeń, potrzeb i rytuałów mieszkańców. Nie istnieje jeden idealny model wnętrza, ponieważ nie istnieje jeden model życia.

Luksus, którego prawie nie widać

Najbardziej wartościowe rozwiązania we wnętrzu nie zawsze są tymi, które zauważamy jako pierwsze. Czasem największym komfortem jest właśnie brak konieczności myślenia o przestrzeni. Najczęściej używane przedmioty znajdują się tam, gdzie intuicyjnie ich szukamy. To, czego nie chcemy eksponować, łatwo znika z pola widzenia. Oświetlenie odpowiada różnym porom dnia, a przestrzeń może płynnie przechodzić od codziennego użytkowania do spotkania z gośćmi. Dobrze zaprojektowane wnętrze nie wymaga więc ciągłego poprawiania, organizowania czy dostosowywania się do niego. To ono dostosowuje się do człowieka. Właśnie w tym miejscu funkcjonalność przestaje być technicznym dodatkiem do designu. Staje się częścią doświadczenia.

– Personalizacja zaczyna się dużo wcześniej niż przy wyborze materiałów. Projektant powinien wiedzieć, co właściciel robi rano po wejściu do kuchni, czy gotuje sam, czy z rodziną, jak często przyjmuje gości i gdzie naprawdę lubi spędzać czas. Dopiero z tych odpowiedzi powinny wynikać rozwiązania. Wtedy wnętrze nie jest kopią aktualnego trendu, ale rzeczywiście należy do osoby, która będzie z niego korzystać – mówi Anna Dzierżanowska, Dyrektor Kreatywny i Brand Manager marki HALUPCZOK.

Tak rozumiana funkcjonalność nie oznacza rezygnacji z estetyki. Przeciwnie – pozwala jej przetrwać próbę codzienności. Nawet najbardziej efektowne rozwiązanie szybko traci swoją wartość, jeśli utrudnia korzystanie z domu.

Projektowanie na dziś i na przyszłość

Jest jeszcze jeden powód, dla którego projektowanie wyłącznie pod aktualną estetykę przestaje wystarczać: dom pozostaje z nami znacznie dłużej niż większość trendów. Zmienia się sposób pracy, struktura rodziny, zainteresowania i sposób spędzania wolnego czasu. Pomieszczenie, które dziś jest gabinetem, za kilka lat może pełnić zupełnie inną funkcję. Kuchnia może stać się bardziej towarzyska. Dzieci dorastają. Domownicy zaczynają więcej pracować z domu albo częściej podróżować. Projektowanie na lata oznacza więc pozostawienie przestrzeni pewnego marginesu swobody. Nie chodzi o przewidywanie wszystkich możliwych scenariuszy, lecz o tworzenie rozwiązań, które nie ograniczają mieszkańców do jednego sposobu korzystania z domu. Wnętrze może zmieniać się wraz z nimi bez konieczności przeprowadzania rewolucji za każdym razem, gdy zmienia się ich życie.

– Projektując wnętrze na lata, nie możemy myśleć wyłącznie o tym, jak właściciel żyje dzisiaj. Potrzeby rodziny będą się zmieniały, podobnie jak sposób pracy, spędzania czasu czy przyjmowania gości. Dlatego coraz bardziej interesujące są rozwiązania, które nie narzucają jednego scenariusza. Luksusowa przestrzeń powinna dawać swobodę, a nie ją odbierać – mówi Anna Dzierżanowska, Dyrektor Kreatywny i Brand Manager marki HALUPCZOK.

Luksus odczuwamy, nie tylko oglądamy

W domu ważne jest jednak nie tylko to, co robimy, ale również to, czego doświadczamy. Naturalne światło o poranku, faktura drewna pod dłonią, miękkość tkaniny czy sposób, w jaki dźwięk rozchodzi się po pomieszczeniu – wszystkie te elementy wpływają na odbiór przestrzeni, choć nie zawsze świadomie zwracamy na nie uwagę. Właśnie dlatego wnętrza, które dobrze prezentują się na zdjęciach, nie zawsze są tymi, w których dobrze się czujemy. Fotografia zatrzymuje jeden moment i jeden punkt widzenia. Dom odbieramy natomiast przez wiele godzin, wszystkimi zmysłami i w bardzo różnych sytuacjach. To istotna zmiana w myśleniu o segmencie premium. Efekt wizualny pozostaje ważny, ale nie jest wystarczającym kryterium jakości. Liczy się również atmosfera i doświadczenie przestrzeni. Dom ma dawać poczucie, że możemy zwolnić, odpocząć, spotkać się z innymi albo zostać sami. W tym kontekście wynik polskiego badania, według którego 88 proc. respondentów postrzega własny dom jako bezpieczną przystań, nabiera dodatkowego znaczenia. Dom nie jest jedynie zbiorem pomieszczeń i przedmiotów. Pełni również określoną rolę w naszym codziennym życiu.

Nie dla wszystkich, lecz dla właściciela

Współczesny dom premium nie musi podobać się każdemu. I być może właśnie to jest jedna z najciekawszych zmian w myśleniu o luksusie. Nie musi w stu procentach realizować estetyki oglądanej w mediach społecznościowych ani demonstrować statusu za pomocą najbardziej oczywistych symboli. Może być bardziej osobisty. Właściciel nie musi wybierać rozwiązań dlatego, że wpisują się w aktualny kanon. Może zachować odziedziczony mebel, wyeksponować kolekcję gromadzoną przez lata albo świadomie zrezygnować z rozwiązania, które jest modne, ale nie odpowiada jego sposobowi życia. Wnętrze zyskuje wtedy własną tożsamość – nie dlatego, że jest inne za wszelką cenę, lecz dlatego, że wynika z konkretnych ludzi i ich historii. W takim podejściu projekt przestaje być scenografią. Staje się zapisem stylu życia. Dlatego być może nową definicją luksusu nie jest dom, który zawsze wygląda perfekcyjnie, ale taki, który nie wymaga od właściciela życia według projektu. Dom nadal ma zachwycać. Ale prawdziwy test zaczyna się wtedy, kiedy kończy się sesja zdjęciowa i zaczyna codzienność.

Kopiuj tekst Załączniki