Koniec wesel przeładowanych atrakcjami? Pary młode zmieniają podejście

Dwór Korona Karkonoszy
Informacja prasowa

Pokaz fajerwerków, ciężki dym podczas pierwszego tańca, fotobudka i rozbudowane oczepiny przez lata należały do weselnego standardu. Teraz część z tych atrakcji traci na popularności albo pojawia się w zupełnie innej formie. Zmieniają się bowiem oczekiwania zarówno narzeczonych, jak i ich gości.

Zamiast rozbudowywać scenariusz przyjęcia o kolejne punkty, pary większą uwagę zwracają na komfort uczestników, estetykę wydarzenia oraz to, czy dana atrakcja rzeczywiście pasuje do charakteru wesela.

– Kiedyś rozmowy o organizacji wesela bardzo często zaczynały się od pytania: „co jeszcze możemy dodać?”. Teraz pary znacznie uważniej selekcjonują pomysły. Nie chodzi już o to, żeby zapewnić gościom jak najwięcej atrakcji, ale wybrać te, które rzeczywiście coś wnoszą do wydarzenia – mówi Joanna Hoc-Kopiej z Dworu Korona Karkonoszy.

„Ciężki dym” nie przy każdej piosence

Pierwszy taniec w chmurach nadal ma swoich zwolenników. Problem zaczyna się wtedy, gdy podobne efekty specjalne towarzyszą kolejnym momentom przyjęcia. To, co miało zaskakiwać, szybko staje się przewidywalnym elementem scenariusza.

Znaczenie mają również kwestie praktyczne. Ciężki dym wymaga odpowiedniego przygotowania sali i koordynacji, dlatego nie w każdym miejscu i nie w każdej części przyjęcia będzie równie dobrym rozwiązaniem.

– Efekt specjalny najlepiej działa wtedy, kiedy podkreśla jeden konkretny moment. Jeśli wykorzystujemy podobne rozwiązania wielokrotnie w ciągu wieczoru, przestają być wyjątkowe. W przypadku takich atrakcji liczy się przede wszystkim dobre wyczucie proporcji – podkreśla Joanna Hoc-Kopiej.

Fajerwerki tracą swoją pozycję

Zmienia się także podejście do pokazów pirotechnicznych. Część par rezygnuje z nich ze względu na hałas, bezpieczeństwo, obecność dzieci i zwierząt czy kwestie środowiskowe.

Alternatywą stają się zimne ognie, iluminacje świetlne i pokazy laserowe. Pozwalają uzyskać widowiskowy efekt, ale łatwiej dopasować je do otoczenia oraz charakteru wydarzenia.

Nie oznacza to więc rezygnacji z efektownej oprawy. Zmienia się raczej sposób jej projektowania.

Fotobudka w nowej odsłonie

Klasyczna fotobudka z plastikowymi okularami, perukami i przypadkowymi gadżetami stopniowo ustępuje bardziej dopracowanym rozwiązaniom.

Na weselach pojawiają się fotolustra, stylizowane przestrzenie do zdjęć, efektowne ścianki albo fotograf wykonujący zdjęcia gości bezpośrednio podczas zabawy. Fotograficzna atrakcja ma być nie tylko rozrywką na kilka minut, ale również elementem oprawy wydarzenia.

– Zdjęcia z wesela zostają z nami na lata, dlatego większe znaczenie ma ich jakość i estetyka. Dobrze zaprojektowana przestrzeń fotograficzna może jednocześnie pełnić funkcję dekoracji, miejsca spotkań i atrakcji dla gości. To zupełnie inne podejście niż ustawienie fotobudki tylko dlatego, że „na weselu powinna być” – zauważa Joanna Hoc-Kopiej.

Oczepiny bez przymusu

Metamorfozę przechodzą również oczepiny. Wielominutowe konkursy i zabawy angażujące przypadkowo wybrane osoby są zastępowane krótszymi formami albo całkowicie znikają z programu.

Jeżeli oczepiny pozostają, mogą ograniczać się do dwóch–trzech zabaw, quizu dotyczącego pary młodej, wspólnego toastu czy symbolicznego rzutu bukietem. Szczególnie tracą na popularności konkurencje, które mogą stawiać uczestników w niezręcznej sytuacji albo wymuszać ich udział.

Liczy się nie tylko atrakcja, ale też moment

Pokaz iluzjonisty, występ muzyczny czy inna dodatkowa atrakcja nadal mogą być mocnym punktem wesela. Kluczowe staje się jednak ich miejsce w scenariuszu.

Nawet dobry pomysł nie zadziała, jeżeli rozpocznie się w chwili, gdy parkiet jest pełny i trzeba przerwać zabawę, żeby skierować uwagę gości na kolejną część programu. Podobnie działa zbyt duża liczba krótkich aktywności następujących jedna po drugiej.

– Organizując przyjęcie, trzeba obserwować jego dynamikę. Czasami warto przesunąć zaplanowany punkt o kilkanaście minut, zamiast realizować harmonogram za wszelką cenę. Wesele jest wydarzeniem na żywo i scenariusz powinien zostawiać przestrzeń na reagowanie na ludzi – mówi Joanna Hoc-Kopiej.

Wesele zaczyna się przed wejściem na salę

Jednocześnie pojawiają się nowe sposoby angażowania gości, które nie wymagają dokładania kolejnego punktu do samego przyjęcia.

Pary tworzą zamknięte grupy w mediach społecznościowych lub strony weselne, dzielą się zdjęciami z przygotowań, rodzinnymi historiami czy odliczaniem do uroczystości. Elementem całego doświadczenia może być również playlista przygotowana na podróż, gazetka weselna, quiz dotyczący narzeczonych albo zabawa oparta na rodzinnych fotografiach.

Kontakt nie musi kończyć się wraz z ostatnim tańcem. Kilka dni później można przesłać uczestnikom zdjęcie, krótki film czy osobiste podziękowanie.

– Warto patrzeć na wesele szerzej niż tylko przez pryzmat kilku godzin spędzonych na sali. Emocje można budować wcześniej i podtrzymywać również po wydarzeniu. Dla gości często bardziej osobiste okazują się rodzinne historie, wspólne zdjęcia czy drobne gesty niż kolejna kosztowna atrakcja. I właśnie w tym kierunku, moim zdaniem, zmienia się dziś myślenie o weselach: od kolekcjonowania atrakcji do projektowania doświadczenia, które ma znaczenie dla konkretnych ludzi – podsumowuje Joanna Hoc-Kopiej.

Kopiuj tekst Załączniki